0

Przegląd KuRoWy nr 5

Zaczął się wrzesień, a z nim moc atrakcji „outdoorowych” dla całej rodziny. Gotowi? No to zaczynamy!

DSC_0181_300

Sobota, 7 września

1.Sztuki i sztuczki – 2 festiwal dla dzieci – to festiwal, który odbędzie się w najbliższą sobotę w SOHO Factory podczas Wielkiego Pikniku Malemana i Wawa Design Festival. Na Sztuki i Sztuczki przyjdą:

  • Muzeum Bajek Baśni i Opowieści, które zabierze dzieciaki w świat magicznych bajek, opowieści i animacji z klockami MuBaBao.
  • Tashka – zbuduje gigantyczne pajęczyny i przeprowadzą warsztaty tworzenia zabawek eko: Tashkowe Eko zabawki. Dodatkowo, dzieci będą mogły zbudować miasto owadów oraz pograć w kapsle.
  • Mała Filharmonia Rozwoju – zabierze najmłodszych w podróż do niezwykłego świata muzyki
  • Księgarnia Efka – zaprosi na rodzinne szycie szmacianych zabawek. Z niepotrzebnych materiałów, guzików, wstążek, koronek będziemy tworzyć szmaciane lale i misie.
  • Dwa Koty – dziecięca księgarnia z Saskiej Kępy ustawi stoisko z książkami i zabawkami.
  • Kartolandia – czyli ekologiczne zabawkami z tektury oraz malowanie i dekorowanie odlewów gipsowych.
  • Formy Kolory – uszyją ozdoby z filcu.
  • TAAK Towarzystwo Arterapii i Animacji Kultury – w godzinach od 12 do 15 przeprowadzi warsztat korespondencyjny pod nazwą „Napisz o sobie do dzieciaka, który mieszka w domu dziecka”. Dzieci będą mogły samodzielnie stworzyć pocztówki, które trafią do podopiecznych domów dziecka oraz trafią do dzieci, które zaprosimy na imprezę SOHO MÓWI HAWK 3, 5 października w SOHO FACTORY.

Dodatkowo Dziecko w Warszawie pokaże najfajniejsze miejscówki w stolicy dla dzieci, a Funiversity przeprowadzi warsztaty naukowe.

Sztuki i Sztuczki odbędą się 7 września 2013 w godz 11:00-18:00 w Soho Factory, ul. Mińska 25, Warszawa, hala numer 15.

SZISZ02-podgl-sml

2. Również w sobotę o godz. 10.00 rozpocznie się gra miejska Z warszawskiego Powiśla rodem poświęcona Stefanowi Starzyńskiemu, prezydentowi Warszawy w 120 rocznicę urodzin. Chętni zbierają się przy ul. Dobrej na rogu Tamki.

3. W sobotę też zaczyna się dwudniowa impreza Galopem na Kozielską, czyli Święto Kawalerii Polskiej. W imprezie weźmie udział około 150 jeźdźców i koni ze Szwadronu Kawalerii WP, oddziałów terenowych Stowarzyszenia Szwadron Jazdy RP oraz innych stowarzyszeń kawaleryjskich dziedziczących tradycje pułków. Impreza zaczyna się w sobotę o godz. 16.00 przemarszem formacji kawaleryjskich ulicami Warszawy. W niedzielę natomiast w Parku przy Hipodromie od 11.00 będzie piknik rodzinny, w czasie którego będzie można m.in. zobaczyć wioskę Bractwa Rycerskiego Chorągiew Zaciężna Trzy Miecze, spróbować grochówki wojskowej, oraz obejrzeć pokazy wyszkolenia zarówno kawalerii, jak i żołnierzy współczesnych jednostek wojskowych.

plakat_SKP_2013_540

4. Od 7 do 15 września będzie trwało Święto Wilanowa z okazji 330 rocznicy Odsieczy Wiedeńskiej. Z tej okazji w najbliższy weekend już sporo atrakcji: Rodzinna Rowerowa Masa Krytyczna (przejazd i piknik), warsztaty przyrodnicze, warsztaty kaligrafii, przedstawienie „Bajka o Kubie Smoku” czy warsztaty decoupage. Szczegółowe informacje znajdziecie TU i TU

SLIDER_700x320px

Niedziela, 8 września

1. 8. września Centrum Cyfrowe Projekt: Polska organizuje edukacyjny piknik rodzinny w ramach kampanii społecznej “Uwolnij podręcznik”. Wydarzenie odbędzie się w ogrodzie na dachu Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie. Do udziału w wydarzeniu zaproszeni są rodzice i opiekunowie z dziećmi, nauczyciele i wszyscy ci, którzy są zainteresowani tematem poprawy polskiego systemu edukacji! Ta akcja jest mi szczególnie bliska ze względu na jej „cyfrowy” wymiar.  Ma uświadomić wszystkim, że polska szkoła powinna się już przestawić na szkołę cyfrową, korzystającą z wolnych zasobów.

Wśród atrakcji – rzut podręcznikiem na odległość, warsztat plastyczny na podręcznikach. Będzie można zostać też pogromcą podręczników!

Patronem pikniku jest aktor Rafał Królikowski, tata Piotrka i Michała. Szczegóły akcji i pikniku znajdziecie po kliknięci na zdjęcie:

f_w_51655_5d5d8

Poza tym w ten weekend – będzie też Targ Śniadaniowy!

My sobotę spędzamy w Krakowie na II Spotkaniu Mam Blogerek – spodziewajcie się wkrótce relacji. A tymczasem – miłego weekendu 🙂

Reklamy
1

Przegląd KuRoWy nr 4

Po wakacyjnej przerwie, powraca przegląd KuRoWy czyli KUlturalno-ROzrywkowo-WYpoczynkowy. Postaram się, żeby ukazywał się regularnie, jednak – priorytet ma Projekt Londyn i tam przerzucam wszystkie siły. Nie mogę się oprzeć z drugiej strony, żeby nie podzielić się z Wami tyloma ciekawymi wydarzeniami, które będą mieć miejsce w najbliższy weekend w Warszawie.

Sobota, 31 sierpnia

1. Dla wszystkich miłośników wszelkich imprez targowo-wystawienniczych – kolejne targi z cyklu Moje Dziecko. Targi potrwają dwa dni, a organizatorzy przewidzieli wiele atrakcji zarówno dla dzieci, jak i rodziców. Akademia piłkarza, castingi, prezentacja wozów policyjnych, planetarium, plac zabaw – to tylko część z przyjemności, która czeka na dzieci.

Targi odbędą się na terenie Hali Torwar w Warszawie, przy ulicy Łazienkowskiej 6a, w godzinach od 10.00 do 17.00 – zarówno w sobotę, jak i w niedzielę. Bilet dla osoby dorosłej to koszt 10 zł, dzieci wchodzą za darmo.

Szczegółowe informacje o targach znajdziecie o tu: KLIK

2. Bardzo ciekawe wydarzenie, również dwudniowe, odbędzie się na Polach Mokotowskich. Wiecie już o czym mówię? To Latające Psy. Jeśli nie znacie jeszcze tego wydarzenia – to polecam Wam z całego serca! Inaczej jest to nazywane ‚psim frisbee”. Pełna nazwa zawodów to Dog Chow Disc Cup, a w Warszawie w najbliższy weekend odbędzie się finał sezonu 2013.

Na zawodach wystąpi 60 najlepszych zespołów i oprócz dwóch obowiązkowych konkurencji, odbędą się również pokazy zaganiania owiec, skoków do wody dla psów.

A jeśli wciąż nie wiecie czym są Latające Psy, to parę zdjęć poglądowych.

2204 dog-chow-disc-cup-2011 ZAL3379876

Dokładny program zawodów, dużo więcej informacji o latających psach oraz informacje na temat zgłaszania się do konkursów (gdybyście chcieli wystartować ze swoim czworonogiem) znajdziecie TU

3. W sobotę i w niedzielę także Targi Śniadaniowe, do których Warszawa już się chyba przyzwyczaiła. Sobotni Targ Śniadaniowy odbywa się na Żoliborzu (Aleja Wojska Polskiego, róg Śmiałej), natomiast w niedzielę – na Ursynowie (Sadek Natoliński, Park Sąsiedzki).

Targ Śniadaniowy to o cykliczne wydarzenie, wspaniałe miejsce do spożywania i kupowania zdrowej żywności na świeżym powietrzu. Podczas Targu Śniadaniowego można kupić wszystko czego się potrzebuje – od zdrowych warzyw, serów i wędlin po dania z Meksyku czy przysmaki z Holandii. Targ Śniadaniowy to też miejsce do wspólnego posiłku z przyjaciółmi – śniadania z możliwością zjedzenia go przy stołach lub na trawie.
Każdy Targ Śniadaniowy to też warsztaty i prezentacje dotyczące zdrowego żywienia.

Dwa ciekawe opisy z Targu Śniadaniowego znajdziecie u Polisz Mam i Dzieciole oraz Bebe&Co

Targ-Śniadaniowy-

Targ w sobotę startuje o 8.00, a w niedzielę – o 9.00. Kiedy się ze mną wybierzecie?

4. W sobotę też będzie kolejna wersja warsztatów SPOTLIGHT KIDS w Muzeum Narodowym (pamiętacie, pisałam o nich w Pierwszym WPK.

Tym razem warsztaty odbywają się na zakończenie wystawy Marka Rothko. Zajęcia zaczynają się o 12.00 i trwają do 18.00. W tym czasie m.in. oprowadzanie po wystawie malarza o godz. 13.00 i 16.00.

W trakcie warsztatów dzieci będą mogły  tworzyć autoportrety, malować dźwięki i obserwować świat przez pryzmat twórczości Marka Rothki oraz odszyfrować tajniki obrazów artysty.

Bilety rodzinne (2 dorosłych plus dzieci do 18 lat – maksymalnie 6 osób) – 50 zł, ulgowy – 15 zł, normalny – 20 zł, natomiast dzieci do 7 lat mają wstęp bezpłatny.

Więcej szczegółów – O TU

Ponieważ dziś aż trzy wydarzenia, to wydarzenia na cały weekend, temat atrakcji uważam za wyczerpany 🙂

Do następnego razu!!!

0

I <3 ROWER :)

Dzieci na wakacjach, pogoda sprzyja, więc dziś zdecydowaliśmy się wybrać na wycieczkę rowerową po Warszawie.

Bo Warszawa jest całkiem przyjaznym miejscem dla rowerzystów, choć oczywiście można by coś jeszcze ulepszyć 🙂

Z dzieciakami zwykle nie zapuszczamy się zbyt daleko – Księciunio jednak sporo jeszcze marudzi przy długich trasach 😉 – więc tym razem postanowiliśmy zrobić sobie dłuższą wyprawę. Celem było też obejrzenie ewentualnych miejsc, w które moglibyśmy zabrać dzieciaki po powrocie z wakacji, kiedy nadciągnie piękna polska złota jesień*.

Wyjechaliśmy ze Służewca, kierując się w stronę Mostu Siekierkowskiego. Ścieżka rowerowa jak się patrzy – wzdłuż Trasy Siekierkowskiej wiedzie nawet po dwóch stronach drogi. Widoki może nie są najciekawsze – w końcu jedziemy po mieście, wzdłuż szybkiej drogi, ale za to jedzie się wyśmienicie :).

DSC_0002

Na Trasie Siekierkowskiej

Przejechaliśmy przez Most Siekierkowski i jadąc wzdłuż Wisły kierowaliśmy się ku północy Warszawy. Ponieważ od momentu zamieszkania tu, zawsze mieszkałam po lewej stronie Wisły, prawobrzeżną Warszawę znam słabo. A tam – co kawałek kąpielisko, plaża, plac zabaw. Generalnie – mnóstwo miejsc do spędzenia upalnych dni razem z dziećmi.

DSC_0005

No po prostu nie mogliśmy sobie odmówić foty na tle Narodowego 😉

Mijając Stadion Narodowy, zatrzymaliśmy się na moment na parę fotek i ruszyliśmy dalej w stronę Mostu Świętokrzyskiego. Zanim do niego dotarliśmy – czekała nas niespodzianka. Otóż po prawej stronie Wisły, tuż przy moście jest lądowisko pomarańczowego balonu. Do tej pory zwykle widzieliśmy go ze Starówki, ale nie mieliśmy bladego pojęcia, że można do niego wsiąść i wznieść się wysoko, żeby obserwować całą Warszawę. Oj, coś tak czuję, że na jesień spróbujemy urządzić dzieciakom taką niespodziankę – o ile nie zrujnuje nam to domowego budżetu ;).

DSC_0014

Balon startuje? Balon ląduje?

A na Moście – widok zapierający dech w piersiach – między pylonami mostu przeziera Pałac Kultury i nowoczesne wieżowce,

DSC_0007 DSC_0009Most Świętokrzyski

A zaraz za Mostem Świętokrzyskim czekało na nas clue programu czyli Park Odkrywców przy CNK. „Kopernika” zwiedzałam już z Księciuniem, ale w Parku Odkrywców jeszcze nie byliśmy. Może nie jest to jakiś przerażająco gigantyczny park i nie wiele w nim do odkrywania, ale miejsce i  tak ma swój klimat. Można się wygodnie rozsiąść na różowych matach lub wygodnych leżakach i wypożyczyć planszówkę od CNK. My mieliśmy w zanadrzu nasze karty Monopoly (o tym odkryciu napiszę innym razem, ale napiszę, bo jest to gra warta wspomnienia). Z instalacji w Parku najbardziej podobały nam się Szeptacze, dzięki którym można usłyszeć niesamowite dźwięki :).

DSC_0016 DSC_0017 DSC_0018 DSC_0019 DSC_0021 DSC_0022

Oprócz Parku Odkrywców, weszliśmy na moment też do budynku Planetarium (głównie po kawę ;)) i na 100% wrócimy tam z dziećmi po wakacjach.

Droga powrotna to już lewa strona Wisły. Szybko, miło, dużo nad samą rzeką, gdzie też sporo miejsc do poleżakowania.

W sumie przejechaliśmy dziś 30 km – pełni dobrych humorów, wciąż pełni sił, wróciliśmy do domu :). A oto mapka naszej trasy. Polecamy – nie jest trudna i w większości wiedzie ścieżkami rowerowymi lub szerokimi chodnikami – tak, że nigdzie nie trzeba zjeżdżać na jezdnię.

Trasa

Nasza trasa – na niebiesko

Podsumowując, chciałam powiedzieć, że kocham rower! Uwielbiam czuć wiatr we włosach, kiedy rozpędzona jadę na nim – nie ważne, las, miasto, droga. Po każdej jeździe mam tyle powera, że mogłabym przestawiać góry :). I najfajniejsze jest to, że reszta naszej rodziny też go uwielbia – więc w ten sposób wspólnie możemy realizować naszą rodzinną pasję 🙂

*Jestem optymistką i wierzę, że tak będzie 😉

0

Na szlaku mazurskich twierdz – Giżycko

W sobotni poranek zdecydowaliśmy się wybrać na całodniową wycieczkę do Giżycka.

Głównym punktem wycieczki miała być Twierdza Boyen, ale jak to często bywa – życie zweryfikowało nasze zamierzenia.

Z Augustowa do Giżycka jedzie się około 1,5 godziny samochodem. Droga bardzo przyjemna, równa, bez dziur, malowniczo ciągnąca się przez wioski o ciekawie brzmiących nazwach: Długie, Wysokie, Hejbuty czy Malinki.

Zaraz po wyjeździe z Augustowa dzieciaki zauważyły coś, co bardzo przypominało Wrzeszczącą Chatę z Harrego Pottera, a w rzeczywistości pewnie tylko było zwykłą, walącą się stodołą. Choć, kto wie… 😉

Dalej droga prowadziła wśród wielu, wielu bocianich gniazd. Było ich tak wiele, że już nawet w pewnym momencie przestały być atrakcją, a ja się zaczęłam zastanawiać, dlaczego Polska w godle ma orła bielika, a nie bociana białego. Widzieliśmy bociany w gnieździe, na latarniach, klekocące, spacerujące, lecące… Jedyne czego nie widzieliśmy chyba to młodych podejmujących swoje pierwsze próby latania.

Samochód zostawiliśmy w centrum Giżycka, żeby trochę się przespacerować i to był strzał w „10”! Bo okazało się, że nasze projektowe dzieciaki za największą atrakcję Giżycka uznały obrotowy most na Kanale Łuczańskim (Giżyckim), łączącym jeziora Niegocin i Kisajno. Most został wybudowany w 1889 r. (potem kilkakrotnie był przebudowywany, by wreszcie w 1993 r. zostać przywróconym do stanu pierwotnego).

DSC_0009 DSC_0013 DSC_0020 DSC_0023 DSC_0011 DSC_0019

Specjalnie zaczekaliśmy na moment zamknięcia mostu dla ruchu kołowego i jego obrotu. Okazało się także, że most obracany jest ręcznie, przez jedną osobę. Na stronie o Mazurach przeczytałam, że:

„Aby otworzyć most operator najpierw zdejmuje blokady, unosi 100-tonowe przęsło do góry przy pomocy specjalnych przełożeń kołem-korbą w wartowni; następnie wkłada korbę w specjalne gniazdo i obraca całą konstrukcję idąc wokół otworu i pchając drążek (handszpak). Korba obraca kołem zębatym zamontowanym w przęśle, które przesuwa się po szynie zębatej w kształcie łuku. Cały most zawieszony jest na dwóch kołach, które spoczywają na szynie w kształcie okręgu oraz wspomnianej szynie zębatej.”

Dzieciaki patrzyły na obracanie mostu, jak zauroczone. Potem jeszcze zażyczyły sobie pooglądać przepływanie statków Żeglugi Mazurskiej i żaglówek ze złożonymi masztami.

Dalej udaliśmy się do Twierdzy Boyen. Twierdza ta budowana była w XIX w. i jest doskonałym przykładem pruskiej szkoły fortyfikacyjnej. Zbudowana na obszarze ok. 100 ha, stanowiła bardzo ważny obiekt strategiczny na obszarze Prus Wschodnich. W czasie obu wojen światowych ataki na Twierdzę zakończyły się niepowodzeniem atakujących. Po 1945 r. w Twierdzy stacjonowało Wojsko Polskie aż do 1957 r., kiedy to Twierdza została przekazana władzom cywilnym. Potem mieściły się w niej różne zakłady przemysłu spożywczego, stąd myślę jej niezbyt dobry obecny stan.

W Twierdzy Boyen

Bo muszę przyznać, że srodze się na niej zawiodłam. Twierdza popada w ruinę i do żadnych z zabudowań nie wolno wchodzić do środka. Ja osobiście mam porównanie do podobnej twierdzy w Helsinkach – Suomenliny, której budowa została rozpoczęta jeszcze wcześniej, bo w XVIII w., jest jednak dużo bardziej zadbana i zabezpieczona, a jej pięknie przystrzyżone trawniki (w porównaniu do chaszczy Twierdzy Boyen), stanowią miejsce rodzinnych pikników.

Suomenlinna w 2008 r.

Dzieciaki wyszły z Twierdzy Boyen rozczarowane. A jedyną rzeczą, którą zaliczam do pozytywów, to nabycie trzech amuletów, które znajdą się przyszłorocznej szkatułce skarbów Projektu Londyn 2014.

Z Twierdzy Boyen dzieci jednak wyszły z jedną rzeczą – a mianowicie z wielkim głodem ;). Zrobiliśmy mały rekonesans i w końcu wybraliśmy chyba najgorsze z możliwych miejsc. To znaczy – jedzenie, jak już je dostaliśmy, było bardzo dobre, ale musieliśmy na nie bardzo długo czekać.

Po obiadku, wybraliśmy się jeszcze na spacer do portu żaglówek i motorówek. Nasze nieżeglujące dzieci były oczarowane. Oglądały uważnie każdą maszynę, tak dokładnie, na ile to tylko było możliwe z kei. A na pokład jednej z żaglówek zostały nawet zaproszone. Niestety, mama-gapa (!) nie zapamiętała nazwy łódki, którą dzieci oglądały dzięki uprzejmości jej kapitana. A kapitan chciał nasze dzieciaki nawet zabrać w rejs, choć one na to już się nie zgodziły ;).

Podsumowując, wycieczka do Giżycka udana – choć głównym punktem wyprawy było zupełnie coś innego, niż zaplanowaliśmy. Jednak to nas nie zraziło, żeby wybrać się do innego zabytku militarnego, ale o tym… już następnym razem.

5

Szuwary, szuwary… cz.2

Kto powiedział, że będąc na wakacjach w Augustowie nie można mieć kawałka magii? Szczególnie, że piachu mamy pod dostatkiem… 😉

Na plaży naszego Skowronka znaleźć można różnorodne inspiracje do zabawy. Na początek – piaskowe zgadywanki. Kim jest Łobuz? No, jak, zgadniecie? Tak, oczywiście! To mała syrenka :). A syrenka to dzieło naszej uzdolnionej Nati.

DSC_0266 DSC_0267 DSC_0268 DSC_0262 DSC_0263 DSC_0264 DSC_0265

Teraz pora na piaskowe wyzwanie! Nasze projektowe dzieciaki dostały za zadanie zbudowanie zamku z wieżą, fosą i drewnianym mostem. Z własnej inwencji – wykonały jeszcze studnię. A po patyki na most specjalnie nurkowały w jeziorze Sajno. Za moment – pojawił się kolega z całą armią, która naszej Projektowej Twierdzy broniła.

DSC_0271 DSC_0270 DSC_0269

Nie pisałam Wam chyba też jeszcze o tym, że dzieciaki ostatnio wsiąkły w Harrego Pottera. Myślałam, że poprzestaną na drugiej części, a szybciutko przeczytaliśmy Harrego Pottera i Więźnia Azkabanu (i musieliśmy go również oglądnąć, bo dzieci były bardzo ciekawe, jak książka wygląda na ekranie) i teraz starszaki każą sobie czytać, kiedy tylko popadnie Harrego Pottera i Czarę Ognia. Dodatkowo, nazywają się bajkowymi imionami i wszystko im się kojarzy (o tym będzie też za niedługo w poście o naszej wyprawie do Giżycka). Zatem – musiało być też wyzwanie piaskowe nawiązujące do Harrego Pottera. Razem zbudowali chatkę Hagrida – prawda, że ładna?

DSC_0239 DSC_0237

A Nati dodatkowo zrobiła jeszcze Hypogryfa. Moja pomoc ograniczyła się do zbierania piór ;).

DSC_0238DSC_0236

Oprócz tego, na naszej plaży można spotkać też inne stwory, których wcale nie spodziewalibyście się spotkać w okolicy słodkowodnego jeziora;).

DSC_0265

I to jest właśnie nasza magia!

0

Szuwary, szuwary…

Rok przed wielką wyprawą do Londynu. Wakacje zatem postanowiliśmy spędzić dla odmiany w kraju. W ciszy, głuszy, blisko przyrody. Na przedmieściach Augustowa, nad brzegiem jeziora Sajno.

Cudowne miejsce. Cisza, spokój, plac zabaw dla dzieci, boiska do badmintona, kosza i tenisa, wypożyczalnia rowerów, grill, miejsca na rozpalenie ogniska i PLAŻA!!!

DSC_0098Jeśli ktoś mi nie uwierzył – pierwszego dnia trafiliśmy zaraz na taki konkurs!

Foto: Misiolek

Plaża była najważniejsza. 35 sekund marszu od naszego domku. Dzieciaki zachwycone, pierwszego dnia – pół dnia moczyły się w cieplutkiej wodzie na brzegu jeziora, kopiąc, chlapiąc, budując, przesypując, konstruując, a nawet – leżąc na słoneczku. Pierwszego dnia Księciunio powiedział, że jest super. I wszystko w zasięgu ręki. Zresztą twórczości plażowej za jakiś czas poświęcę osobny post, ale wcale nie wykluczone, że będzie on na Projekcie Londyn.

DSC_0216 DSC_0217 DSC_0163

Dodatkowo wzięliśmy rowery i już drugiego dnia wybraliśmy się na wycieczkę do centrum Augustowa. Ponieważ nie chcieliśmy jeździć zbytnio z dziećmi po drodze – przejechaliśmy trochę więcej, za to po lesie. W sumie jednego dnia dzieciaki zrobiły ok. 20 km, co było rekordem życiowym Nati, ale i sporym wyzwaniem dla Księciunia. Nati narzekała trochę w jedną stronę, a Księciunio w drugą, ale w sumie byli bardzo dzielni i zasłużyli na wyśmienity deser.

DSC_0183

Nie ma to, jak przerwa na drożdżówki po kilku kilometrach pedałowania!

Foto: Misiolek

W związku z tym, że bierzemy udział w zabawie Klubu Nomadów Sakwa Podróżnika – zbieramy nasze skarby do sakiewek. Mamy już piękne kacze pióra, mieniące się w słońcu, muszle-zawijaski, guziki, kuleczki oraz dziwną zawieszkę. A to dopiero początek.

DSC_0224

A to – jak na razie najlepsze nasze skarby. Szkoda tylko, że nie da się ich dłużej przechować 😉

Foto: Misiolek

Sam ośrodek, w którym mieszkamy to zespół domków Skowronek. Są domki bardzo małe, średnie i takie całkiem duże, jak nasz. Część domków jest nieco starsza, ale jest też trochę (takich 4-osobowych) całkiem nowych. No na pewno nie jest to Ritz, ale też nie hotelu się spodziewaliśmy. W domku jest lodówka, czajnik i zlew. W łazience – prysznic, toaleta, umywalka, duża miska. W pokojach pościel. Na minus wyposażenia zaliczam mało szaf. Trzeba ze sobą przywieźć ręczniki i jeśli chce się coś kucharzyć (czytaj robić kanapki) – to trzeba sobie przywieźć wszystko, łącznie ze szklankami, sztućcami, nożami i deską do krojenia. Ale to taki urok „kempingowania”.

 W samym Augustowie, letniej stolicy mojej ukochanej Trójki, odkryliśmy bardzo fajny plac zabaw, tuż przy Kanale Augustowskim w kształcie wielkiej łodzi. Dzieciaki już dwa razy na nim brykały i były z tego powodu bardzo szczęśliwe.

DSC_0190

Dobry lans nie jest zły 😉

Foto: Misiolek

No to tyle z pierwszej części relacji. OVER and OUT!

2

Restauracja dla rodziny

Jak wiecie z wpisu 28 czerwca 2003, w tym roku obchodziliśmy 10-tą rocznicę ślubu. Z tej okazji postanowiliśmy zorganizować małe spotkanie rodzinno-przyjacielskie dla gości z naszego wesela. Nie chcieliśmy i nie mogliśmy zorganizować go w domu, więc postanowiliśmy znaleźć odpowiednie miejsce w Warszawie na taką uroczystość.

Naszym priorytetem było znalezienie takiego miejsca, w którym z jednej strony można by dobrze zjeść, ale z drugiej – żeby było to miejsce nastawione na dzieci – najlepiej z otwartym placem zabaw nieopodal. To, co znaleźliśmy, przerosło nasze najśmielsze oczekiwania!

Restauracja nazywa się Nowa Kuźnia i mieści się w Wilanowie, tuż obok Pałacu. Nie posiada „kącika zabaw dla dzieci” tylko caaaaaaaaaały ogrooooooomny PLAC ZABAW, z mega-giga wielgachną piaskownicą, w której stoją przyrządy do wspinania i zjeżdżania oraz huśtawki i to, co baaaaardzo docenił Księciunio – traktory na pedały. W koło piaskownicy stoją też leżaki, na których można się zapaść z filiżanką pysznej kawy. A nam tak udało się zarezerwować stoły na naszą uroczystość, że nie musieliśmy się od nich ruszać, żeby widzieć, że z dziećmi jest wszystko w porządku, mogliśmy się zatem spokojnie zajmować naszymi gośćmi. Jak przystało na „Państwa Młodych” nie wzięliśmy ani grama aparatu – więc niestety nie mamy naszych własnych zdjęć z zabawy dzieciaków, ale zdjęcia na stronie Nowej Kuźni są wiarygodne i to na prawdę wygląda tak, jak na tych zdjęciach.

Nowa Kuźnia dysponuje kilkoma salami – na mniejsze i większe uroczystości. Niestety nie wszystkie sąsiadują z placem zabaw. Dla nas priorytetem było połączenie wygody z możliwością zerkania na dzieciaki, dlatego wybraliśmy stoliki pod namiotem, ale można się też zdecydować na kilka innych, zadaszonych sal.

Na minus – niestety tempo obsługi. Trzydaniowy obiad serwowany był trochę zbyt długo, ale muszę przyznać, że poza tym kelner obsługujący nas był bardzo uprzejmy i wręcz momentami rozbrajająco „bezradny” – tak, że bardziej było nam do śmiechu, niż do złości na niego.  Jedzenie za to – bardzo dobre. Nie jakieś bardzo wykwintne, ale smaczne, ładnie podane i w normalnej wielkości porcjach. No i w całkiem przyzwoitej, jak na Warszawę i tą konkretną lokalizację, cenie.

Podsumowując, polecam Nową Kuźnię na rodzinne uroczystości obfitujące w dużą liczbę dzieci. Ja już wiem, że tam właśnie będziemy chcieli zrobić Księciuniowi Pierwszą Komunię, jak się w końcu dowiem, kiedy ją ma 😉