Magia na Dzień Matki

Generalnie nie przepadam za polską szkołą i rzadko kiedy można ode mnie usłyszeć na jej temat dobre słowo. I nie mam tu na myśli jakiejś konkretnej szkoły, tylko tak naprawdę system. Ale nie o tym miałam pisać. Tylko o tym, że choć nie pochwalam systemu edukacji w Polsce, to zdecydowanie chwalę szkołę Księciunia, która przez cały rok organizuje różnego rodzaju konkursy, tak, żeby każdy uczeń mógł odnaleźć w nim jakąś swoją pasję.

Są więc konkursy plastyczne, rękodzielnicze, latawców, gier planszowych i nie tylko, recytowania wierszy, śpiewania różnych pieśni, a ostatnio był nawet konkurs krasomówczy, w którym II miejsce zajął kolega z klasy Księciunia, po którym bym się w ogóle takich umiejętności nie spodziewała. I dużo z tych konkursów szkolnych jest tak pomyślanych, żeby zaangażować całą rodzinę. Dlatego zwykle zachęcam Księciunia do wzięcia udziału w tych zabawach, a on sam wie – że nie tyle ważna jest wygrana i rywalizacja, co sam udział i dobra zabawa. I tym sposobem w tym roku szkolnym robiliśmy już razem różaniec, szopkę bożonarodzeniową, kartki wielkanocne, a Księciunio brał także udział w dwóch czy trzech konkursach plastycznych, deklamowania wierszy oraz konkursie warcabowym (który wygrał nota bene).

Teraz w szkole kolejna ciekawa propozycja – konkurs fotograficzno-plastyczny zatytułowany Legendy warszawskie na ulicach miasta.

Ponieważ Księciunio lubi fotografować (to ma zdecydowanie po tacie :)), bez wahania postanowił wziąć udział w zabawie. Postanowił, że będzie poszukiwał znaków legendy o Złotej Kaczce. Zatem odświeżyliśmy sobie legendą i w słoneczną niedzielę wyruszyliśmy na warszawskie Powiśle, w okolice Pałacu Ostrogskich, gdzie według legendy mieszkała kaczka.

DSC_0027

Mimo że już parę dobrych lat mieszkamy w stolicy, muszę przyznać, że Powiśle to dla nas terra incognita – tym przyjemniejszy był spacer tam. Złotą Kaczkę znaleźliśmy bez większych problemów, idąc wzdłuż starych murów wydaje mi się jakiegoś klasztoru. Księciunio obfotografował kaczkę ze wszystkich stron, nie przejmując się nawet tym, że w tym miejscu właśnie chcieli sobie zrobić zdjęcia nowożeńcy ;).

Potem ruszyliśmy na most ponad Tamką (tu znów kilka dodatkowych ujęć kaczki) – i tu doznałam olśnienia – otóż zauważyłam ogromny mural poświęcony Fryderykowi Chopinowi!

DSCN2636

Idąc dalej w stronę Pałacu Ostrogskich, gdzie obecnie znajduje się Muzeum Fryderyka Chopina, dostrzegliśmy coś kolorowego na tarasie Pałacu. Gdy podeszliśmy bliżej – okazało się, że stoi tam naturalnych rozmiarów drewniany stelaż w kształcie fortepianu, a wkoło jest mnóstwo kolorowych tasiemek służących dekorowaniu fortepianu. Zabawę zorganizowała fundacja Form i Kształtów. A to wszystko przy dźwiękach muzyki Chopina. Łobuz i Księciunio od razu zabrali się do dzieła. A była to tylko jedna z niespodzianek, jakie tego dnia przygotowała dla nas Złota Kaczka.

Po dobrej półgodzinie zabawy, ruszyliśmy dalej, obejrzeć Pałac Ostrogskich od strony wejścia do muzeum. I tam znaleźliśmy jeszcze jedną kaczką, a także informacje, że ponieważ akurat odbywa się Majówka na Skarpie, to wejście do Muzeum Chopina jest bezpłatne, a dodatkowo dzieci mogą wziąć udział w warsztatach rysowania. Rano chciałam kupić bilety do Muzeum, ale nie dało się tego zrobić online, wobec czego pomyślałam, że akurat tego dnia nie ma już miejsc na zwiedzanie. Była to tym większa niespodzianka dla nas. Udaliśmy się zatem do Muzeum.

Muszę przyznać, że zawsze miałam bardziej muzyczne ucho niż plastyczne oko, więc informacja prowadzącego warsztaty, że ja także mam wziąć udział w portretowaniu była dla mnie co najmniej niekomfortowa. Otóż okazało się, że będziemy się nawzajem portretować – Księciunio – Misiolka, Łobuz – mnie i vice versa. Przy okazji zwiedziliśmy też razem z prowadzącym warsztaty wystawę czasową „Fizis wyjątkowa”, na której mieszczą się wszystkie portrety Fryderyka Chopina z całego muzeum. Dzieciaki szukały portretów z fortepianem, próbowały rozróżniać techniki malarskie czy odnaleźć karykaturę.

Po wystawie – zostaliśmy „przeszkoleni” z rysowania portretu i do dzieła. Przyznam, że na początku strasznie się męczyłam i było mi nieco wstyd, bo miałam wrażenie, że z mojego rysowania nic nie wyjdzie. Przyznam jednak, że na koniec byłam dosyć zadowolona ze swojego „dzieła” – chyba to była zasługa pana, który prowadził warsztaty, bo tak świetnie wytłumaczył zasady portretowania.

Poniżej możecie podziwiać nasze dzieła. Ja śmieję się, że na portrecie Łobuza wyglądam jak Pan Kleks w „Śnie o siedmiu szklankach” – pamiętacie? ;).

Warsztaty zajęły nam dość sporo czasu, więc nie wiele zostało go nam już na zwiedzanie. Odwiedziliśmy zieloną salę z grami o Chopinie oraz niewielką część wystawy na parterze, gdy musieliśmy już wracać.

Muszę przyznać, że dla nas wszystkich był to bardzo magiczny dzień, szkoda tylko, że z powodu koncertu mieliśmy tak mało czasu na spacer – bo na pewno spotkałyby nas jeszcze jakieś magiczne przygody. Wiem jedno – na pewno tam jeszcze wrócimy, bo to urocze miejsce do spacerów.

A i jeszcze okazało się, że Łobuz ma zadatki na modelkę, na powiedzcie sami? 🙂

DSC_0025 DSC_0026

A na koniec dnia czekały na mnie jeszcze od moich dzieci takie piękne tulipany! Co za dzień 🙂

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s