3

Krótka relacja z pierwszej części Majówki

Nasza Majówka stulecia trwa przez całe 9 dni! W tym czasie odwiedziliśmy dziadków, a teraz pozostały tydzień spędzamy zwiedzając wzdłuż i wszerz Jurę Krakowsko-Częstochowską.

U dziadków było wielkie grzebanie w ziemi – w domku „lotniskowym”, który dzieci zorganizowały sobie w kępie drzew, pomiędzy drogą a odgrodzoną działką, na której budowany jest nowy budynek. Ogrodzenie jest z blachy – więc dzieci wykorzystują to jako „ścianę”. W sobotę – grzebali w ziemi przez trzy czwarte dnia – poza przerwami na posiłki. Wrócili pod wieczór, obejrzeć bajki. Łobuz w między czasie zapomniał pobiec do ubikacji, więc po niej były dwa komplety ciuchów do prania. Po Nati i Księciuniu – po jednym. Więc w sobotę wieczór pracę przejęła pralka. I to nie taka super-hiper max wypasiona, jak u Matki Sanepid. Ale też fajna. Po godzinie ubrania były jakby dzieci wcale nie grzebały się w błotku, a rano – wszystko było suche i gotowe do kolejnego brojenia.

Niestety niedziela przywitała nas brzydką pogodą. Cóż było robić – dziewczyny wybrały się najpierw na pokazy gimnastyki artystycznej, a potem – uzupełnić zapasy spożywcze przed Wielką Majówką. I w poniedziałek wyruszyliśmy dalej.

Muszę przyznać, że w poniedziałek Księciunio przeszedł samego siebie. Zwykle jest tak, że jak gdzieś przyjeżdżamy, to pierwszy dzień dla niego jest bardzo ciężki. Biega, jak młody piesek obwąchując wszystkie kąty. Musi spróbować wszystkiego, już, teraz, zaraz, nie ważne, że przez następne parę dni będziemy w tym samym miejscu. Pod wieczór – atmosfera wokół niego była na tyle gęsta, że mieliśmy go ochotę ukisić w stojących na podwórku naszego „fotelu” (jak to mówi Łobuz) beczkach. Na szczęście szybko zasnął, a my z nim. Ale zanim jeszcze zasnęliśmy – odwiedziliśmy zamek Pieskowa Skała i Maczugę Herkulesa.

Wtorek za to był dniem słodkiej zemsty :). Postanowiliśmy przegonić dzieciaki trochę na piechotkę. I tak z Woli Kaliskiej wyruszyliśmy ślicznym szlakiem do Ojcowa i dalej do Groty Łokietka. I tu, czapki z głów, dzieciaki w marszu spisały się na medal. Nie jęczały, nie marudziły, podziwiały przyrodę (mega-giga ślimaki ;)), bobrowe żeremie (i nawet obgryzione przez bobry drzewa napotkaliśmy) i całą masę wapiennych skał. W drugą stronę odpuściliśmy tylko Łobuzowi, który wędrował na „baranach” mamy i taty, ale tylko dlatego, żebyśmy szybciej dotarli do miejsca noclegu. I tu – cudowne ozdrowienie zmęczonych 3 par małych nóżek – jeszcze przez godzinę kopali w piłkę przed domem. Bżesz, skąd ta dzieciarnia bierze tyle siły!!!???!!!

Ale, ale, tak sobie myślę, jak my do tego Londynu pojedziemy? To znaczy – nie chodzi mi o środek transportu tylko zapakowanie. Jadąc na 9 dni we czwórkę – mamy dwie torby podróżne, 4 plecaki i pierdylion reklamówek. Czy ktoś mnie może nauczyć pakować dzieciom rozsądną liczbę rzeczy? Bo zwykle, jak czegoś nie wezmę, to jest mi to najbardziej potrzebne i to już pierwszej dobie pobytu poza domem. Jak się pakujecie na podróże z dzieciakami, tak, żeby się ograniczyć do wszystkich potrzebnych rzeczy, nie prać (nie cierpię prać w rękach) i jeszcze wszystko pomieścić? Przecież w samolocie będziemy mieli ograniczony bagaż, nie to co we własnym aucie… Jeśli macie jakieś sprawdzone sposoby – pls, poradźcie mi coś!!!

PS. A słyszeliście już o akcji Trójki „Orzeł Może”? Moje dzieciaki już podłapały piosenkę (mnie zresztą też wpadła w ucho):

Reklamy
4

H jak historia

Historia – świadek czasu, światło prawdy, życie pamięci, nauczycielka życia, zwiastunka przyszłości. 

/Cyceron/

Kwiecień i początek maja są szczególnymi miesiącami, kiedy co rusz świętujemy jakąś rocznicę, upamiętniamy straszne i piękne wydarzenia w naszej historii, itp., itd. Ale ja dziś nie o tych rocznicach i nie o tej historii chciałam. Choć też historycznie…

Otóż chciałam się Was zapytać, czy macie w domu tradycję przekazywania sobie rodzinnych opowiadań, historii, ba czasem nawet legend? U mnie w domu tradycja opowiadania o przodkach zawsze była bardzo silna. Opowiadała moja babunia, potem opowiadała moja mama. Czasem aż żałuję, że tego wszystkiego nie mogłam nagrywać, bo to były opowieści o różnych gałęziach rodziny, o różnych okresach, o różnych ludziach, których nigdy nie poznałam. A teraz już niestety do tych „źródeł” rodzinnej historii nie mam dostępu 😦

Ale dzięki tym opowieściom rozkochałam się w badaniu historii rodziny – krótko mówiąc – zostałam genealogiem-amatorem. I dzięki tym opowieściom i zamiłowaniu do genealogii udało mi się odnaleźć gałąź rodziny zaginioną po II wojnie światowej – daleko, daleko, aż w Australii. A każdy odnaleziony przeze mnie przodek lub dokument go dotyczący, starszy niż sto lat jawi mi się jako ŚWIĘTY GRAAL. Zabawa jest o tyle lepsza, że Święty Graal jest jeden, a przodków mogę szukać tak długo, jak wiele jest starych dokumentów.

I mam nadzieję, że dzięki tym moim badaniom, moje dzieci kiedyś też pokochają historię tą najbliższą. Może lokalną. Może rodzinną. Bo przecież z takich małych historii buduje się duża historia kraju. W ten sposób buduje się patriotyzm – może taki lokalny, ale ważny.

Na razie dzieci proszą o opowieści o tym, jak byli mali, o swoich dziadkach, moich dziadkach, moim dzieciństwie. Razem oglądamy stare, rodzinne zdjęcia. Ale mam nadzieję, że kiedyś, kiedy będą już dostatecznie duzi, żeby zrozumieć, będę mogła pokazać im całe moje rodzinne archiwum i ich drzewo genealogiczne, bo przecież:

Studiowanie historii przygotowuje raczej do rozumienia teraźniejszości, niż do uciekania od niej w zamierzchłą przeszłość. 

/Elizabeth Kostova/

I nie pokładam w nich nadziei, że będą chcieli kiedyś uczestniczyć, czy kontynuować moje badania. Zresztą może to ja odkryję wszystko, co możliwe do odkrycia ;). Ale mam nadzieję, że będą tę historię pamiętać i o nią dbać, tak, żeby pamięć o nas nie umarła.

A teraz, na fali badania genealogii naszej rodziny, przy okazji majówki, jeden dzień poświęcimy na odwiedzenie miejscowości, w której urodziła się i żyła moja pra-pra babka i jej dzieci. I mam nadzieję, że dla naszej małej rodziny będzie to wielkie przeżycie :).

Zatem, odmeldowuję się na majówkę – zresztą po drodze będzie też Dzień Bez Komputera i zamierzam go uczcić całym tygodniem bez komputera ;). Chyba, że dostanę napadu weny, inwencji i kreatywności – wtedy do Was napiszę. Wypoczywajcie, bawcie się dobrze, odkrywajcie i wracajcie po weekendzie do Projektu Londyn 2014 🙂

3

Komedia omyłek – post scriptum ;)

No i już wszystko wiadomo!!!

Rzeczony zespół do spraw pomocy psychologiczno-pedagogicznej dotyczący Księciunia składał się słownie z jednej osoby – wychowawczyni klasy, która po miłych wstępach poinformowała mnie, że Księciunio nadal powinien kontynuować zajęcia logopedyczne.

Ho, to każdy głupi wie, jak go posłucha ;).

Potem jeszcze chwilkę pogadałyśmy sobie na temat Księciunia – o moich obserwacjach, o wspólnym  froncie, itp.

Całe spotkanie trwało nie więcej niż 15 minut i to dlatego, że ja się rozgadałam.

Zatem – po raz kolejny okazało się, że nie taki diabeł straszny, jak go malują ;). Ale teraz jestem już bogatsza o doświadczenia matki pierwszoklasisty 😉 😉 ;). Chrzest bojowy (prawie) zaliczony!

4

Komedia omyłek czyli trwoga i rozterki matki

AKT I

Czas: poniedziałek, po południu

Miejsce: szkoła Księciunia

Scena I

Księciunio: Mamo, mamo, mam dla Ciebie coś ważnego.

Ja (z zaciekawieniem, licząc na coś miłego): A co to takiego? Jakieś zaproszenie na urodziny do kolegi? Pokaż, proszę

Księciunio (wyciąga z zeszytu korespondencji kopertę): Proszę!

Ja (na stronie, do siebie): Hmmm, dziwne, koperta, zamknięta, zaadresowana do mnie i Misiolka – co to może być?

Ja otwiera kopertę i wytrzeszcza oczy ze zdziwienia

Ja: Zaproszenie na spotkanie zespołu do spraw pomocy psychologiczno-pedagogicznej dotyczące Księciunia. O mój Boże!!! Na pewno coś przeskrobał i teraz okaże się, że nie mamy wystarczających umiejętności pedagogiczno-wychowawczych i nam go zabiorą. A potem Łobuza. O ja biedna, co ja pocznę!!!

Scena II

Ja łapie za telefon i dzwoni do koleżanki

Ja: Cześć! Chciałam zapytać czy Twój syn też przyniósł zaproszenie na spotkanie zespołu do spraw pomocy psychologiczno-pedagogicznej.

Koleżanka: Nie, ale nie przejmuj się – takie zespoły powołują we wszystkich szkołach dla wszystkich dzieci prawie! To nic strasznego.

Ja oddycha z ulgą, ale słowa przyjmuje z pewnym niedowierzaniem.

Ja: No to dziękuję! Do usłyszenia! Pa!

Koleżanka: Pa!

Scena III

Ja wciąż w nerwach – łapie ponownie za telefon i dzwoni do siostry.

Ja: Cześć! Dzwonię do Ciebie, jako do autorytetu w sprawie wychowania własnych dzieci i mojej starszej siostry!

Siostra: Cześć! W czym Ci mogę pomóc?

Ja: Słuchaj, dostałam zaproszenie na spotkanie zespołu do spraw pomocy psychologiczno-pedagogicznej dotyczące Księciunia. Ty przecież masz już dwójkę dorosłych chłopaków – bywałaś na czymś takim? Wiesz może co to za zespół?

Siostra: Nie, za naszych czasów czegoś takiego nie było. Ale nie przejmuj się – to pewnie takie pitu-pitu będzie.

Ja: No tak, pewnie masz rację. Choć i tak się denerwuję. No to pa!

Siostra: Pa!

Scena IV

Tego samego dnia, wieczorem – Ja wciąż w głębokim stresie zapytowywuje wszech-brata Googla o Zaproszenie na spotkanie zespołu do spraw pomocy psychologiczno-pedagogicznej dotyczące Księciunia. Wszech-brat Googiel podaje informacje rzeczowo i uspokajająco, dzięki czemu Ja zasypia bez konieczności wypicia lampki wina tudzież środków na sen i uspokojenie.

AKT II

Czas: środa po południu

Miejsce: szkoła Księciunia

Ja po powiadomieniu wszystkich krewnych i znajomych królika o czekającej ją niedogodności, po której okaże się, że Księciunio albo niedostosowany społecznie, albo wybitnie uzdolniony (a najpewniej jedno i drugie – jak to u geniuszy zwykle bywa) udaje się na spotkanie  zespołu do spraw pomocy psychologiczno-pedagogicznej dotyczące Księciunia.

Ja (czując pewną ekscytację przed spotkaniem): Już prawie czas, a jeszcze nikogo nie ma. Hm, to ciekawe.

Ktoś idzie.

Ja: Dzień dobry!

Ktoś: Dzień dobry! (i wchodzi do sali, w której ma się odbyć  spotkanie zespołu do spraw pomocy psychologiczno-pedagogicznej dotyczące Księciunia.)

Ja po odczekaniu kilku minut wchodzi do sali

Ja: Dzień dobry. Czy tu odbędzie się  spotkanie zespołu do spraw pomocy psychologiczno-pedagogicznej dotyczące Księciunia?

Ktoś: Ojej, na prawdę! A ja sobie tu pracę przyniosłam. A taki mam bałagan w klasie. Ale proszę, pójdziemy sprawdzić do pokoju nauczycielskiego. Która to klasa?

Ja: 1b

Ktoś i Ja udają się do pokoju nauczycielskiego

Ktoś: Czy dziś jest  spotkanie zespołu do spraw pomocy psychologiczno-pedagogicznej dla 1b?

Ktoś nr 2: Nic nie wiem.

Ktoś nr 3: Chyba nie

Ktoś (patrząc na plan spotkań zespołów): O nie, jutro jest o 16.30.

Ja (z policzkami czerwonymi od wstydu, nie wiedząc gdzie podziać wzrok i w zasadzie całe swoje 62 kilo): To ja dziękuję bardzo i przepraszam za zamieszanie.

Ja wraca do domu wściekła na siebie, że nie wzięła z domu zaproszenia na spotkanie zespołu do spraw pomocy psychologiczno-pedagogicznej dotyczące Księciunia, choć Misiolek rano pytał czy go bierze. A Ja z pełną świadomością powiedziała, że nie bo wszystko wie.

EPILOG

Czas: środa, po południu

Miejsce: przystanek autobusowy przy jednej z warszawskich stacji metra

Dzwoni telefon Ja

Ja (zdziwiona, że dzwoni numer zastrzeżony): Halo!

Głos w słuchawce: Dzień dobry! Mówi wychowawczyni Księciunia. Ja dzwonię w sprawie zaproszenia na spotkanie zespołu do spraw pomocy psychologiczno-pedagogicznej dotyczące Księciunia. Bo to spotkanie jest jutro.

Ja (przepraszająco za całe zamieszanie): Tak wiem. Nie wiem tylko, dlaczego od początku wydawało mi się, że 25 kwietnia w tym roku wypada w środę!

Kurtyna

Komentarz od autora: wyobraźcie sobie, że tak się przejęłam tym całym zespołem, że kompletnie pomyliłam dni. Zatem jutro idę na zespół. I mam nadzieję, że tym razem zespół też tam będzie 😉

7

Formy Kolory – uwolnij wyobraźnię

Po poniedziałkowym odkryciu Form Kolorów, niecierpliwie przebierałam nóżkami czekając weekendu, bo wiedziałam, że ta pierwsza wizyta tam musi być celebrowana ze spokojem i bez nerwów. Przez cały tydzień rano przechodząc z Księciuniem nosy przyciskaliśmy do szyby, żeby jak najwięcej zobaczyć. Aż w końcu nadszedł upragniony dzień!

Gdy w sobotę dzieci były wyspane, nakarmione i w znakomitych humorach – wyruszyliśmy.

Na dzień dobry przywitała nas przemiła pani z obsługi, która oprowadziła nas po Formach Kolorach opowiadając o każdym z działów jak najwięcej. A działów jest 6:

  • Dekorowanie tortów:

DSC_0082

  • Tworzenie biżuterii:

DSC_0064

  • Dział filcu

  • Malowanie porcelany:

DSC_0071

  • Wyrób świec:

DSC_0075 DSC_0149

  • Wyrób mydełek:

DSC_0076 DSC_0150

Przy każdym z działów znajduje się instrukcja, co można dobrać do dekorowania, co ile kosztuje, jak przebiega cały proces.

Dodatkowo przestronne jasne, sale, stoliczki mniejsze i większe, możliwość wypicia kawy itp. Jest też i dział sklepowy – w którym można zakupić książki dotyczące różnego rodzaju rękodzieła – od dekorowania cupcake’ów, po bardziej skomplikowane wyplatanki, wyszywanki, itp., zestawy do kreatywnej zabawy w domu, a także elementy do tworzenia własnych dekoracji w domowym zaciszu.

Po długiej naradzie rodzinnej, zdecydowaliśmy się na własnoręczne udekorowanie tortu oraz wykonanie świeczki. W końcu coś musi zostać na inne wizyty – żebyśmy mieli po co tu wracać – bo warto!

Świeże torty do Form Kolorów dostarcza firma Blikle i można wybrać jeden z trzech rozmiarów. Każdy tort powleczony jest białym lukrem. Ale wszystko można zmienić własnoręcznie. My zaczęliśmy od pomalowania lukru na piękny niebieski kolor. Potem wyposażeni w kolorowe masy cukrowe, foremki do wykrawania i inne gadżety dekoracyjne, zabraliśmy się do zabawy. I naprawdę była do świetna zabawa!!! Wykrawaliśmy, lepiliśmy, przyklejaliśmy i nie ukrywam, że dzieciaki podjadały trochę tych słodziutkich lukrów.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

Tu możecie obejrzeć nasz proces tworzenia tortu. A jaki był pyszny! 🙂

Wszystkie zdjęcia by Misiolek

Potem przystąpiliśmy do wybierania artykułów do wykonania świeczki. Można wybierać nie tylko wzór świeczki, jej wielkość czy kolor wosku, ale nawet aromat, którym będzie pachnieć przy paleniu się. Świeczkę można uzupełnić o woskowe figurki lub mini-świeczuszki, można też powycinać napisy z wosku. W wielkich wiadrach znajdują się ogromne ilości woskowych kostek w przenajróżniejszych kolorach – tylko wybierać i przebierać :). Po ułożeniu kostek w formie – jedna z miłych pan z obsługi zalewa formę gorącym białym woskiem z wybranym przez nas zapachem i świeczka idzie się studzić w kąpieli wodnej.

Pokaz slajdów wymaga JavaScript.

A tu tworzymy naszą świeczkę 🙂

Wszystkie zdjęcia by Misiolek

Zarówno tort, jak i świeczkę można zabrać tego samego dnia do domu. Kilka dni trzeba poczekać tylko na porcelanowe figurki (których wybór jest przeogromny – od malutkich solniczek, poprzez różne kubki, talerze aż do całkiem ogromnych mis) – jest to związane z procesem wykończenia pomalowanego produktu.

DSC_0156 DSC_0157

Czekamy aż świeczka stwardnieje

Foto: Misiolek

Formy Kolory będą rozszerzać swoją ofertę również o przyjęcia urodzinowe, warsztaty tematyczne, ofertę dla szkół, przedszkoli i firm.

Formy Kolory to miejsce, gdzie kolejna mama wzięła sprawy w swoje ręce. I kolejne, które powstało dzięki inspiracji i zabawie z własnymi dziećmi. Właścicielka wcześniej te wszystkie rzeczy, które udostępnia nam robiła ze swoimi dziećmi w domu, do czasu aż znajomi poradzili, żeby zrobiła z tego biznes. I według mnie jest to innowacyjne miejsce w skali kraju – jeszcze się z podobnym miejscem nie spotkałam. To miejsce, gdzie można w chwilę przygotować bardzo oryginalny prezent, spędzić z przyjaciółką czas przy kawie jednocześnie robiąc bransoletki lub zabrać dzieci na wspólne twórcze spędzenie czasu.

Nasze dzieciaki były wniebowzięte wizytą w Formach Kolorach i już licytują się, co będziemy robić i jak podczas naszej następnej wizyty tam. Bo na pewno do Form Kolorów będziemy wracać – i to nie jeden raz!

Jeśli chcielibyście trafić do Form Kolorów, to znajdziecie ich na Facebooku oraz na razie w Warszawie na ul. Hożej 19 – w samym centrum :).

Uwaga: Formy Kolory ufundowały dla czytelników Projektu Londyn 2014 bon o wartości 50 zł do wykorzystania w jednym z sześciu działów kreatywnych Form Kolorów w Warszawie na ul. Hożej 19. Wystarczy polubić Formy Kolory oraz Projekt Londyn na FB i zgłosić się w komentarzu do tego posta. Losowanie ręką Łobuza – 6 maja 2013 r. o godz. 19.00. Do tego czasu – czekamy na Wasze zgłoszenia

6

Co nam w duszy gra?

J.K. Rowling powiedziała kiedyś: Ach, mu­zyka. To ma­gia większa od wszys­tkiego, co my tu robimy! Dziś wpis troszeczkę z innej beczki – poświęcony muzyce w życiu dziecka.

Zainspirowała mnie zapowiedź nowego wydania internetowego magazynu dla rodziców Zdolności. Na ile ważna jest muzyka w życiu Waszych dzieci?

Przyznaję, że płyty z odpowiednią muzyką zaczęłam gromadzić jeszcze przed urodzeniem Księciunia. Najpierw – klasyczne utwory w pozytywce, potem Kołysanki-Utulanki w wykonaniu Magdy Umer i Grzegorza Turnaua i cała seria Bajek-Grajek, których ja w dzieciństwie słuchałam na winylowych płytach. No i oczywiście – w tle u nas w domu zawsze słychać radiową Trójkę. Teraz, gdy dzieciaki podrosły, uwielbiamy razem chodzić na koncerty przeznaczone dla dzieci – a widzę, że ich wybór z roku na rok jest coraz większy.

Do tej pory moje dzieci nie wyobrażają sobie zasypiania bez muzyki. Lubią tańczyć i śpiewać. I mam nadzieję, że muzyka będzie im towarzyszyć przez całe życie i w trudnych chwilach i w tych dobrych. Mnie bardzo często konkretny utwór kojarzy się z jakąś sytuacją. I potem za każdym razem, gdy go usłyszę – przypominam ją sobie. Dodatkowo – mam swoje ulubione piosenki, które motywują mnie do działania, poprawiają nastrój lub wyciszają.

Nasze Projektowo-Londynowe dzieciaki mają to do siebie, że każde z nich, będąc całkowitym maluchem, miało też ulubioną piosenkę z dorosłego repertuaru.

Nati uwielbiała „Pana Aj fi ju”

Księciunio z kolei – uwielbiał „Amnezję” Kultu. Wiąże się z tą piosenką zresztą anegdota. Otóż Księciunio pewnego dnia, kiedy miał fazę na „Amnezję” nocował u Babuni. I chcąc ją poprosić o puszczenie tej piosenki, zupełnie niewinnie zapytał „Babuniu, a ty masz amnezję?”. Oczywiście wtedy jeszcze nie wiedział, co to słowo oznacza, ale trafił w dziesiątkę z tym pytaniem;)

Łobuz natomiast upodobał sobie Zakopower. I tu ujawnia się jej czysta góralska krew, pielęgnowana w naszych rodzinach już od kilku dobrych pokoleń. I choć Łobuz jest Warszawiakiem, to takim przekornym, po rodzicach – słoikach 😉

Ciekawa jestem, czy Wasze dzieci też mają takie swoje „ulubione” dorosłe kawałki? Jaką rolę muzyka odgrywa w ich życiu?

2

Światowy Dzień Książki dla Dzieci

Dziś z okazji Światowego Dnia Książki dla Dzieci, wywiad z cichymi bohaterami tego bloga – Nati, Księciuniem i Łobuzem – o ich ulubionych książkach.

Ja: Dziś jest Światowy Dzień Książki dla Dzieci. Dlatego chciałam dziś porozmawiać z Wami o książkach. Lubicie książki? Dlaczego je lubicie?

wpid-DSC_0024.jpg

Księciunio: Tak!!! Dlatego, że są fajne. Są w nich przygody, różne ciekawe rzeczy, a czasami śmieszne, czy nawet głupie żarty.

Łobuz: A ja lubię, bo jakoś tak mi nie pzeskadzają.

J: A jakie książki czytaliście ostatnio?

Nati: Harry Potter i Kamień Filozoficzny

K: A ja czytałem Marry Poppins.

Ł: Kopciuska

wpid-DSC_0022.jpg

J: I co podobały się Wam?

N: Tak, bo są tam różne takie ciekawe rzeczy – czary, różdżki i różne fajne potwory.

Ł: Tak, bo jest strasny. Ja się nie bojałam, ale moja Krówka tak.

J: A jakie książki lubicie najbardziej?

N: Lubię wszystkie, ale najbardziej encyklopedię o zwierzętach. Można poznać świat zwierząt, jak one żyją, jak się zachowują i czym się żywią.

wpid-DSC_0023.jpg

K: A ja najbardziej lubię Encyklopedię Gwiezdnych Wojen i Okruszka i jeszcze Biuro Detektywistyczne Lassego i Mai. Encyklopedię – bo tam się dowiaduję o postaciach, jakie były w filmie. A Lasse i Maja mi się podoba dlatego, bo tam mali detektywi rozwiązują różne zagadki, których nawet dorośli nie potrafią rozwiązać.

Ł: Ja lubię Kopciuska i Królewne Śnieske. Bo tam się dowiaduje, co jest w innych bajkach. I jak się robi jajka.

J: A teraz pytanie tylko do Nati i Księciunia – czy pamiętacie jakieś książki z Waszego wczesnego dzieciństwa?

N: Złotowłosa i Trzy Misie w mieście. To książka, która opowiada o dziewczynce o żółtych włosach i trzech misiach, które wybierają się do miasta i tam mają różne przygody.

K: Książki o Noddy’m i Pana Kuleczkę. A najwcześniej to chyba pamiętam Pawła i Gawła.

J: A co chcielibyście powiedzieć innym dzieciom z okazji Dnia Książki dla Dzieci?

wpid-DSC_0025.jpg

N, K, Ł: CZYTAJCIE KSIĄŻKI!!!

J:  Dziękuję Wam za rozmowę.

N, K, Ł: Dziękujemy 🙂