0

Przegląd KuRoWy nr 5

Zaczął się wrzesień, a z nim moc atrakcji „outdoorowych” dla całej rodziny. Gotowi? No to zaczynamy!

DSC_0181_300

Sobota, 7 września

1.Sztuki i sztuczki – 2 festiwal dla dzieci – to festiwal, który odbędzie się w najbliższą sobotę w SOHO Factory podczas Wielkiego Pikniku Malemana i Wawa Design Festival. Na Sztuki i Sztuczki przyjdą:

  • Muzeum Bajek Baśni i Opowieści, które zabierze dzieciaki w świat magicznych bajek, opowieści i animacji z klockami MuBaBao.
  • Tashka – zbuduje gigantyczne pajęczyny i przeprowadzą warsztaty tworzenia zabawek eko: Tashkowe Eko zabawki. Dodatkowo, dzieci będą mogły zbudować miasto owadów oraz pograć w kapsle.
  • Mała Filharmonia Rozwoju – zabierze najmłodszych w podróż do niezwykłego świata muzyki
  • Księgarnia Efka – zaprosi na rodzinne szycie szmacianych zabawek. Z niepotrzebnych materiałów, guzików, wstążek, koronek będziemy tworzyć szmaciane lale i misie.
  • Dwa Koty – dziecięca księgarnia z Saskiej Kępy ustawi stoisko z książkami i zabawkami.
  • Kartolandia – czyli ekologiczne zabawkami z tektury oraz malowanie i dekorowanie odlewów gipsowych.
  • Formy Kolory – uszyją ozdoby z filcu.
  • TAAK Towarzystwo Arterapii i Animacji Kultury – w godzinach od 12 do 15 przeprowadzi warsztat korespondencyjny pod nazwą „Napisz o sobie do dzieciaka, który mieszka w domu dziecka”. Dzieci będą mogły samodzielnie stworzyć pocztówki, które trafią do podopiecznych domów dziecka oraz trafią do dzieci, które zaprosimy na imprezę SOHO MÓWI HAWK 3, 5 października w SOHO FACTORY.

Dodatkowo Dziecko w Warszawie pokaże najfajniejsze miejscówki w stolicy dla dzieci, a Funiversity przeprowadzi warsztaty naukowe.

Sztuki i Sztuczki odbędą się 7 września 2013 w godz 11:00-18:00 w Soho Factory, ul. Mińska 25, Warszawa, hala numer 15.

SZISZ02-podgl-sml

2. Również w sobotę o godz. 10.00 rozpocznie się gra miejska Z warszawskiego Powiśla rodem poświęcona Stefanowi Starzyńskiemu, prezydentowi Warszawy w 120 rocznicę urodzin. Chętni zbierają się przy ul. Dobrej na rogu Tamki.

3. W sobotę też zaczyna się dwudniowa impreza Galopem na Kozielską, czyli Święto Kawalerii Polskiej. W imprezie weźmie udział około 150 jeźdźców i koni ze Szwadronu Kawalerii WP, oddziałów terenowych Stowarzyszenia Szwadron Jazdy RP oraz innych stowarzyszeń kawaleryjskich dziedziczących tradycje pułków. Impreza zaczyna się w sobotę o godz. 16.00 przemarszem formacji kawaleryjskich ulicami Warszawy. W niedzielę natomiast w Parku przy Hipodromie od 11.00 będzie piknik rodzinny, w czasie którego będzie można m.in. zobaczyć wioskę Bractwa Rycerskiego Chorągiew Zaciężna Trzy Miecze, spróbować grochówki wojskowej, oraz obejrzeć pokazy wyszkolenia zarówno kawalerii, jak i żołnierzy współczesnych jednostek wojskowych.

plakat_SKP_2013_540

4. Od 7 do 15 września będzie trwało Święto Wilanowa z okazji 330 rocznicy Odsieczy Wiedeńskiej. Z tej okazji w najbliższy weekend już sporo atrakcji: Rodzinna Rowerowa Masa Krytyczna (przejazd i piknik), warsztaty przyrodnicze, warsztaty kaligrafii, przedstawienie „Bajka o Kubie Smoku” czy warsztaty decoupage. Szczegółowe informacje znajdziecie TU i TU

SLIDER_700x320px

Niedziela, 8 września

1. 8. września Centrum Cyfrowe Projekt: Polska organizuje edukacyjny piknik rodzinny w ramach kampanii społecznej “Uwolnij podręcznik”. Wydarzenie odbędzie się w ogrodzie na dachu Biblioteki Uniwersyteckiej w Warszawie. Do udziału w wydarzeniu zaproszeni są rodzice i opiekunowie z dziećmi, nauczyciele i wszyscy ci, którzy są zainteresowani tematem poprawy polskiego systemu edukacji! Ta akcja jest mi szczególnie bliska ze względu na jej „cyfrowy” wymiar.  Ma uświadomić wszystkim, że polska szkoła powinna się już przestawić na szkołę cyfrową, korzystającą z wolnych zasobów.

Wśród atrakcji – rzut podręcznikiem na odległość, warsztat plastyczny na podręcznikach. Będzie można zostać też pogromcą podręczników!

Patronem pikniku jest aktor Rafał Królikowski, tata Piotrka i Michała. Szczegóły akcji i pikniku znajdziecie po kliknięci na zdjęcie:

f_w_51655_5d5d8

Poza tym w ten weekend – będzie też Targ Śniadaniowy!

My sobotę spędzamy w Krakowie na II Spotkaniu Mam Blogerek – spodziewajcie się wkrótce relacji. A tymczasem – miłego weekendu🙂

1

Przegląd KuRoWy nr 4

Po wakacyjnej przerwie, powraca przegląd KuRoWy czyli KUlturalno-ROzrywkowo-WYpoczynkowy. Postaram się, żeby ukazywał się regularnie, jednak – priorytet ma Projekt Londyn i tam przerzucam wszystkie siły. Nie mogę się oprzeć z drugiej strony, żeby nie podzielić się z Wami tyloma ciekawymi wydarzeniami, które będą mieć miejsce w najbliższy weekend w Warszawie.

Sobota, 31 sierpnia

1. Dla wszystkich miłośników wszelkich imprez targowo-wystawienniczych – kolejne targi z cyklu Moje Dziecko. Targi potrwają dwa dni, a organizatorzy przewidzieli wiele atrakcji zarówno dla dzieci, jak i rodziców. Akademia piłkarza, castingi, prezentacja wozów policyjnych, planetarium, plac zabaw – to tylko część z przyjemności, która czeka na dzieci.

Targi odbędą się na terenie Hali Torwar w Warszawie, przy ulicy Łazienkowskiej 6a, w godzinach od 10.00 do 17.00 – zarówno w sobotę, jak i w niedzielę. Bilet dla osoby dorosłej to koszt 10 zł, dzieci wchodzą za darmo.

Szczegółowe informacje o targach znajdziecie o tu: KLIK

2. Bardzo ciekawe wydarzenie, również dwudniowe, odbędzie się na Polach Mokotowskich. Wiecie już o czym mówię? To Latające Psy. Jeśli nie znacie jeszcze tego wydarzenia – to polecam Wam z całego serca! Inaczej jest to nazywane ‚psim frisbee”. Pełna nazwa zawodów to Dog Chow Disc Cup, a w Warszawie w najbliższy weekend odbędzie się finał sezonu 2013.

Na zawodach wystąpi 60 najlepszych zespołów i oprócz dwóch obowiązkowych konkurencji, odbędą się również pokazy zaganiania owiec, skoków do wody dla psów.

A jeśli wciąż nie wiecie czym są Latające Psy, to parę zdjęć poglądowych.

2204 dog-chow-disc-cup-2011 ZAL3379876

Dokładny program zawodów, dużo więcej informacji o latających psach oraz informacje na temat zgłaszania się do konkursów (gdybyście chcieli wystartować ze swoim czworonogiem) znajdziecie TU

3. W sobotę i w niedzielę także Targi Śniadaniowe, do których Warszawa już się chyba przyzwyczaiła. Sobotni Targ Śniadaniowy odbywa się na Żoliborzu (Aleja Wojska Polskiego, róg Śmiałej), natomiast w niedzielę – na Ursynowie (Sadek Natoliński, Park Sąsiedzki).

Targ Śniadaniowy to o cykliczne wydarzenie, wspaniałe miejsce do spożywania i kupowania zdrowej żywności na świeżym powietrzu. Podczas Targu Śniadaniowego można kupić wszystko czego się potrzebuje – od zdrowych warzyw, serów i wędlin po dania z Meksyku czy przysmaki z Holandii. Targ Śniadaniowy to też miejsce do wspólnego posiłku z przyjaciółmi – śniadania z możliwością zjedzenia go przy stołach lub na trawie.
Każdy Targ Śniadaniowy to też warsztaty i prezentacje dotyczące zdrowego żywienia.

Dwa ciekawe opisy z Targu Śniadaniowego znajdziecie u Polisz Mam i Dzieciole oraz Bebe&Co

Targ-Śniadaniowy-

Targ w sobotę startuje o 8.00, a w niedzielę – o 9.00. Kiedy się ze mną wybierzecie?

4. W sobotę też będzie kolejna wersja warsztatów SPOTLIGHT KIDS w Muzeum Narodowym (pamiętacie, pisałam o nich w Pierwszym WPK.

Tym razem warsztaty odbywają się na zakończenie wystawy Marka Rothko. Zajęcia zaczynają się o 12.00 i trwają do 18.00. W tym czasie m.in. oprowadzanie po wystawie malarza o godz. 13.00 i 16.00.

W trakcie warsztatów dzieci będą mogły  tworzyć autoportrety, malować dźwięki i obserwować świat przez pryzmat twórczości Marka Rothki oraz odszyfrować tajniki obrazów artysty.

Bilety rodzinne (2 dorosłych plus dzieci do 18 lat – maksymalnie 6 osób) – 50 zł, ulgowy – 15 zł, normalny – 20 zł, natomiast dzieci do 7 lat mają wstęp bezpłatny.

Więcej szczegółów – O TU

Ponieważ dziś aż trzy wydarzenia, to wydarzenia na cały weekend, temat atrakcji uważam za wyczerpany🙂

Do następnego razu!!!

0

I <3 ROWER :)

Dzieci na wakacjach, pogoda sprzyja, więc dziś zdecydowaliśmy się wybrać na wycieczkę rowerową po Warszawie.

Bo Warszawa jest całkiem przyjaznym miejscem dla rowerzystów, choć oczywiście można by coś jeszcze ulepszyć🙂

Z dzieciakami zwykle nie zapuszczamy się zbyt daleko – Księciunio jednak sporo jeszcze marudzi przy długich trasach😉 – więc tym razem postanowiliśmy zrobić sobie dłuższą wyprawę. Celem było też obejrzenie ewentualnych miejsc, w które moglibyśmy zabrać dzieciaki po powrocie z wakacji, kiedy nadciągnie piękna polska złota jesień*.

Wyjechaliśmy ze Służewca, kierując się w stronę Mostu Siekierkowskiego. Ścieżka rowerowa jak się patrzy – wzdłuż Trasy Siekierkowskiej wiedzie nawet po dwóch stronach drogi. Widoki może nie są najciekawsze – w końcu jedziemy po mieście, wzdłuż szybkiej drogi, ale za to jedzie się wyśmienicie🙂.

DSC_0002

Na Trasie Siekierkowskiej

Przejechaliśmy przez Most Siekierkowski i jadąc wzdłuż Wisły kierowaliśmy się ku północy Warszawy. Ponieważ od momentu zamieszkania tu, zawsze mieszkałam po lewej stronie Wisły, prawobrzeżną Warszawę znam słabo. A tam – co kawałek kąpielisko, plaża, plac zabaw. Generalnie – mnóstwo miejsc do spędzenia upalnych dni razem z dziećmi.

DSC_0005

No po prostu nie mogliśmy sobie odmówić foty na tle Narodowego😉

Mijając Stadion Narodowy, zatrzymaliśmy się na moment na parę fotek i ruszyliśmy dalej w stronę Mostu Świętokrzyskiego. Zanim do niego dotarliśmy – czekała nas niespodzianka. Otóż po prawej stronie Wisły, tuż przy moście jest lądowisko pomarańczowego balonu. Do tej pory zwykle widzieliśmy go ze Starówki, ale nie mieliśmy bladego pojęcia, że można do niego wsiąść i wznieść się wysoko, żeby obserwować całą Warszawę. Oj, coś tak czuję, że na jesień spróbujemy urządzić dzieciakom taką niespodziankę – o ile nie zrujnuje nam to domowego budżetu😉.

DSC_0014

Balon startuje? Balon ląduje?

A na Moście – widok zapierający dech w piersiach – między pylonami mostu przeziera Pałac Kultury i nowoczesne wieżowce,

DSC_0007 DSC_0009Most Świętokrzyski

A zaraz za Mostem Świętokrzyskim czekało na nas clue programu czyli Park Odkrywców przy CNK. „Kopernika” zwiedzałam już z Księciuniem, ale w Parku Odkrywców jeszcze nie byliśmy. Może nie jest to jakiś przerażająco gigantyczny park i nie wiele w nim do odkrywania, ale miejsce i  tak ma swój klimat. Można się wygodnie rozsiąść na różowych matach lub wygodnych leżakach i wypożyczyć planszówkę od CNK. My mieliśmy w zanadrzu nasze karty Monopoly (o tym odkryciu napiszę innym razem, ale napiszę, bo jest to gra warta wspomnienia). Z instalacji w Parku najbardziej podobały nam się Szeptacze, dzięki którym można usłyszeć niesamowite dźwięki🙂.

DSC_0016 DSC_0017 DSC_0018 DSC_0019 DSC_0021 DSC_0022

Oprócz Parku Odkrywców, weszliśmy na moment też do budynku Planetarium (głównie po kawę ;)) i na 100% wrócimy tam z dziećmi po wakacjach.

Droga powrotna to już lewa strona Wisły. Szybko, miło, dużo nad samą rzeką, gdzie też sporo miejsc do poleżakowania.

W sumie przejechaliśmy dziś 30 km – pełni dobrych humorów, wciąż pełni sił, wróciliśmy do domu🙂. A oto mapka naszej trasy. Polecamy – nie jest trudna i w większości wiedzie ścieżkami rowerowymi lub szerokimi chodnikami – tak, że nigdzie nie trzeba zjeżdżać na jezdnię.

Trasa

Nasza trasa – na niebiesko

Podsumowując, chciałam powiedzieć, że kocham rower! Uwielbiam czuć wiatr we włosach, kiedy rozpędzona jadę na nim – nie ważne, las, miasto, droga. Po każdej jeździe mam tyle powera, że mogłabym przestawiać góry🙂. I najfajniejsze jest to, że reszta naszej rodziny też go uwielbia – więc w ten sposób wspólnie możemy realizować naszą rodzinną pasję🙂

*Jestem optymistką i wierzę, że tak będzie😉

0

Łobuz, sto lat!

Grudzień 2008 r. – Księciunio miesiąc temu skończył 3 lata, a ja pewnego ranka na teście widzę upragnione dwie kreski. Jest wcześnie, bardzo wcześnie, nie mówię jeszcze nikomu, ale baaaaaardzo się cieszę.

Koniec stycznia 2009, 10 tydzień – Księciunio ma zapalenie oskrzeli, jest marudny i męczący. A ja wpadam w panikę – jak sobie poradzimy z dwójką berbeci, skoro z jednym Księciuniem nie dajemy sobie czasem rady??? Skąd wezmę miłość, żeby nią równo dzielić dwójkę dzieci – przecież do tej pory zawsze miałam tylko jedną osobę do kochania – jedną mamę, jedną babunię, jednego chłopaka, narzeczonego, męża. Jednego syna. Jedno dziecko. Skąd mam wiedzieć, jak kochać dwoje? A przecież nie ma już odwrotu… O Boże, co ja zrobiłam….

Taki nastrój utrzymuje mi się mniej więcej przez całą ciążę. Choć Łobuz wyczekany, zaplanowany i ma być dziewczynką, tak jak sobie wymarzyłam, nie potrafię się tak cieszyć, jak cieszyłam się będą w ciąży z Księciuniem.

Na 17 sierpnia mam umówioną cesarkę. Jestem opuchnięta, ociężała i generalnie czuję się nie najlepiej. Boję się pobytu w szpitalu – z Księciuniem było ciężko i ponad tydzień w szpitalu – nie chcę! Chcę być szybko w domu.

17 sierpnia o 18.25 lekarz wyciąga Łobuza z mojego brzucha. O Boże, nie słyszę jej płaczu – czemu ona nie płacze. Płacze, płacze – słyszę anestezjologa, który mnie znieczula. Widzę, jak Misiolek patrzy na to małe brudne ciałko – oczy ma całe maślane – zakochał się od pierwszego wejrzenia, myślę.

Od rana następnego dnia jesteśmy już razem z Łobuzem. Ona cały czas śpi, a ja nie mogę się ruszyć, tak boli mnie blizna. Misiolek przyjeżdża, bo nie daję rady. Nie mogę zasnąć, jest mi źle. Łobuz przespała cały dzień i pod wieczór zaczyna się płacz. W końcu, około drugiej nad ranem dochodzę do wniosku, że jej ciepło, za ciepło. Otwieram szerzej okno. Zasypiamy obie spokojnie.

Rano, po karmieniu nagle czuję przypływ miłości. Mówię do śpiącej Łobuz – Widzisz, mama tak się martwiła, skąd weźmie miłość, żeby kochać i ciebie i Księciunia. A ta miłość w mamie rosła, razem z tobą. Po prostu tu była. Śpiąca Łobuz uśmiecha się nieświadomie, a ja wiem, że to znak, że będzie dobrze.

To dziś mijają właśnie cztery lata od tych dni. Nasza córeczka nie jest już taka malutka – jest bardzo rezolutną młodą osóbką, bardzo kochającą, czułą, a jednak potrafiącą mieć swoje zdanie.

Córeczko moja, niech poznawanie świata będzie dla ciebie cudowną przygodą i Twoją pasją. Niech zawsze otaczają Cię kochające osoby, a Ty znajduj szczęście w małych przyjemnościach. Niech spełniają się wszystkie Twoje marzenia! Sto lat :)!!!

4 urodziny Hani

0

Dzień 4 – czwartek

Dziś w zasadzie nie wiem od czego zacząć. To był jakiś taki normalny, zwykły dzień pracy. W zasadzie to właściwie kończyłam już segregowanie rzeczy, choć jest jeszcze kilka miejsc, do których powinna zajrzeć. Ale to już chyba innym razem. Jestem normalnie zmęczona fizycznie… Psychicznie zresztą też…

Dziś oczywiście nie obyło się bez łez. A spowodowała je ta oto skrzynka:

DSC_0353

Ta skrzynka tak bardzo kojarzy mi się z Mamą jak plus z minusem, anoda z katodą, zapałka z ogniem. Pewnie jesteście ciekawi, co w tej skrzynce było. Otóż odkąd pamiętam, Mama w tej pięknej skrzynce zamykanej na kluczyk (taaa, to było coś, co mnie w niej najbardziej pociągało – ten kluczyk właśnie!) przez całe moje życie trzymała kosmetyki do makijaży. I to był taki jej codzienny rytuał, że siadała przy blacie w kuchni, brała z łazienki tą skrzynkę i lusterko, wyciągała kosmetyki, którymi akurat danego dnia się malowała, a na wieczku skrzynki ustawiała sobie lusterko i tak przy herbacie (i papierosie zazwyczaj) malowała się. Zwykle to malowanie trwało około pół godziny i to był prawdziwy rytuał mojej Mamy. A ja jako mała dziewczynka, bardzo lubiłam siadać na końcu blatu i patrzeć, jak się maluje. Wiedziałam też, że zawsze po skończeniu malowania będę się mogła pobawić skrzynką – pozamykać, pootwierać, wyciągnąć kluczyk i włożyć go na miejsce. A Mama umalowana, mogła w końcu zacząć dzień…

Między kartkami książek odnalazłam zasuszone liście. Wyobraźcie sobie, że pamiętam jeszcze, jak zbierałyśmy je z Mamą jesienią – musiałam wtedy mieć 10, może 11 lat. Więc te liście są już na prawdę baaaaaaardzo stare😉

DSC_0366

Wertując rzeczy znalazłam też zasuszone kwiaty – płatki róż i chryzantemy. Myślę, że razem z tymi zasuszonymi liśćmi stworzą piękne obrazy wyklejone przez dzieciaki, jak myślicie?

DSC_0367

Pośród pamiątek odnalazłam też taką zakładkę do książki zrobioną przez moją Mamę dla mnie – w pierwszej klasie chyba. Zdjęcia zostały wywołane w wielkości odpowiadającej klatki w filmie i oprawione w „czysty” film pozbawiony substancji światłoczułych. Teraz wykonanie takiej zakładki powinno być nawet łatwiejsze, bo nie trzeba się męczyć z wywoływaniem zdjęć, wystarczy je odpowiednio wydrukować. Chyba przygotuję taką zakładkę do książki dla Księciunia, Nati i Łobuza na początek nowego roku szkolnego🙂.

DSC_0369 DSC_0368

No nie mogłam sobie odmówić odłożenia kilku rzeczy, które mogą się nam przydać podczas realizacji Projektu Londyn 2014.

DSC_0355

A są to:

  • papier czerpany,
  • papier kredowy, zdecydowanie pożółkły, co będzie można wykorzystać na listy do projektowych dzieciaków przy okazji realizacji questu,
  • kamyki szlachetne i półszlachetne, które dołączę do kolekcji kamieni oczywiście (znaczy tych, które dzieci w końcu odnajdą w skarbie),
  • dwie małe szkatułki – na różne rzeczy, które dzieciaki będą musiały odnaleźć, żeby dotrzeć do skarbu,
  • woreczek i saszetkę na dokumenty,
  • 4 tubki – które odpowiednio przyozdobię i będą mogły służyć do przekazywania dzieciakom instrukcji podczas questu.

DSC_0363 DSC_0362  DSC_0359 DSC_0361DSC_0358 Sporo rzeczy (chyba z 5 lub 6 kartonów rzeczy) udało mi się dziś wywieźć do teściów (BTW – Dziadek szykuje dzieciakom taką niespodziankę, jak wrócą z Augustowa, że chyba im szczęki opadną, jak zobaczą, ale o tym innym razem :)). Jutro zanoszę część ubrań i książek do świetlicy środowiskowej, o której Wam wspominałam we wtorek. Dziś była też moja siostra cioteczna, która również odciążyła mnie z wielu rzeczy – to znaczy bardzo chętnie je przygarnęła.

Oczywiście, jeszcze trochę mi zostało do zrobienia (np. nie zajrzałam jeszcze w ogóle do piwnicy – ale czuje, że do tego będę potrzebowała wsparcia fizycznego) i generalnie rzeczy ma porozkładane na milion sto pięćdziesiąt tysięcy kupek na podłodze i dokładnie wiem, co z którym stosem chcę zrobić. Mam nadzieję, że jutro uda mi się tak to ogarnąć, żeby po mieszkaniu można było chodzić przynajmniej.

I kupiłam już bilet powrotny do domu – na jutro na popołudnie. Więc muszę się uwinąć, żeby mieszkanie jako-tako wyglądało.

Tak więc jutro z pociągu już napiszę do Was ostatni wpis z tej serii.

O tym, jak to się zaczęło przeczytasz TU

O poprzednich dniach przeczytasz: Dzień O, Dzień 1, Dzień 2, Dzień 3

8

Dzień 3 – środa

Dziś dzień kryzysu. Właściwie nic go nie zapowiadało. A jeszcze, jak sukienkę komunijną znalazłam, to już w ogóle zapowiadało się dobrze. Tak mnie cieszy to znalezisko, że postanowiłam Wam się w niej pokazać też🙂. A sukienka była szyta specjalnie dla mnie, u krawcowej Mamy i Babuni. Pamiętam też zakupy materiału – że to niby na suknie ślubną (no bo przecież nie wolno było chodzić do kościoła). Sukienka zrobiona jest z samych zakładek – więc poszło na nią naprawdę sporo materiału😉. Jak na tamte czasy – wypas🙂

image

DSC_0337 DSC_0349

Sukienka dziś i na mnie – 11 maja 1986 r.

Pierwszy kryzys dopadł mnie przy szafie z rzeczami Mamy. Cholera, co brałam coś do ręki ręki, to zaraz przypominałam sobie Mamę w tej rzeczy. I tak, nawet się nie spostrzegłam, jak zaczęłam ryczeć jak bóbr.

Potem natknęłam się na jeszcze jedną rzecz – swoisty pamiętnik Mamy z jednego okresu jej życia i to już całkiem mnie rozbiło. Kryzys tak mnie wymęczył, że postanowiłam zrobić sobie małą drzemkę. Tyle, że z drzemki półgodzinnej, zrobiła się trzygodzinna i wciąż jeszcze do siebie dochodzę. Na pocieszenie – standard – coś słodkiego😉. Myślę jednak, że ten kryzys i te łzy to taki proces trochę samooczyszczania z różnych przykrych emocji. Teraz powinno mi być już tylko lepiej.

Ale zanim te wszystkie kryzysowe sprawy mnie dziś dotknęły – oczyściłam dwie szafy. W jednej znalazłam takie pudełko – zastanawiam się, czy ktoś z Was w ogóle może je kojarzyć. Ja pamiętam, że chyba w czasie stanu wojennego w takich pudełkach dostawaliśmy przepyszny ser o kolorze pomarańczowym – chyba z darów z kościoła. Ja nie lubiłam wtedy sera żółtego, ale ten mogłam wcinać całymi garściami.

image

A w pudełku – odkąd sięgam pamięcią – znajdowała się „kolekcja” guzików. Pamiętam, jak będąc małą dziewczynką to pudełko z guzikami traktowałam niemalże, jak skarb. Tyle tu było małych, błyszczących koralików. Lubiłam je dobierać „w rodziny” – duże i małe guziki tego samego koloru, albo robić całe państwo, z królem i królową (to były zawsze dwa najpiękniejsze według mnie guziki), dworem (wszystkie błyszczące guziki) oraz zwykłymi poddanymi – wszystkie inne guziki, które nie błyszczały choćby troszeczkę. A dziś zaglądam do pudełka i znalazłam tam moich starych znajomych – maleńkie skarby, które w tym pudełku tkwiły odkąd pamiętam. Teraz już wiecie, skąd to moje umiłowanie do zbierania zgubionych guzików😉

wpid-DSC_0341.jpg

image

image

imageW tych guzikach jest jakaś siła przyciągająca mnie do nich…

Kolejne moje znalezisko mieściło się w niepozornym pudełku po chińskim (kiedyś szczyt marzeń!!!) parasolu. W tym pudełku były druty i szydełka. Moja Mama ani nie robiła na drutach, ani nie szydełkowała, więc to są rzeczy jeszcze mojej Babuni. Gdy tylko otworzyłam pudełko, wstąpiła we mnie przemożna chęć zrobienia choćby kawałka łańcuszka na szydełku. Udało mi się też przerobić cztery rzędy na drutach. Z pewnością nie jest to żaden majstersztyk, ale biorąc pod uwagę, że jestem leworęczna i nikt nigdy nie potrafił mnie nauczyć robić na drutach na lewą rękę – uważam to za zdarzenie wiekopomne!!!

image

image

Wczoraj nie dałam rady napisać Wam o jeszcze jednej rzeczy, którą znalazłam. To Poradnik Młodej Gospodyni z tekstami Łucji Suchockiej i Bolesława Pilarka w serii Biblioteczka „Naszej Wsi”. Niestety w metryczce nie ma wpisanego roku wydania, domyślam się tylko, że musiało to być około 1990. W sumie miałam ochotę ją oddać, ale jak tylko ją otworzyłam, bo bardzo rozbawiła mnie jej lektura. W sumie – otworzyła mi się w jednym miejscu – zatytułowanym: Jak zachowywać się w ciąży i autorzy dają przyszłym mamom między innymi takie rady:

  • ograniczać zmiany klimatu i podróże,
  • ograniczać stosunki płciowe, a na 6 tygodni przed porodem zaprzestać ich.

Dodatkowo autorzy piszą jeszcze „Dziś (kobieta w ciąży) powinna brać w pełni udział w życiu społeczeństwa. Oczywiście ma ona zmniejszoną aktywność, często jest znerwicowana, łatwo popada w konflikty z otoczeniem.”, „Rodzina i otoczenie powinno pomóc uniknąć napięć psychicznych”. No niezłe seksizmy!!! A w tej książce jest ich więcej. O porodzie pisze tylko tyle, że zdecydowana większość kobiet rodzi w szpitalach i kiedy do szpitala należy się udać i co ze sobą wziąć. Koniec i kropka. A przepraszam, jest jeszcze przestroga:

Poród jest wielkim, pięknym przeżyciem dla kobiety i nie należy się go bać. Nie warto wysłuchiwać opowieści bardziej doświadczonych sąsiadek, bo któż nie koloryzuje. W Polsce umożliwia się już tzw. porody bezbolesne, ale nieliczne kobiety mogą z nich jeszcze korzystać. Te, które ich doświadczyły, potwierdzają, że najważniejszy jest stan psychiczny rodzącej – lęk, obawa, strach nie ułatwiają, a potęgują odczucie bólu i zatruwają chyba najpiękniejszą chwile w życiu kobiety”.

No cóż, bez komentarza… A dla Waszej uciechy😉

O tym, jak to się zaczęło przeczytasz TU

O poprzednich dniach przeczytasz: Dzień O, Dzień 1, Dzień 2

Opublikowano przez WordPress dla Androida

0

Na szlaku mazurskich twierdz – Giżycko

W sobotni poranek zdecydowaliśmy się wybrać na całodniową wycieczkę do Giżycka.

Głównym punktem wycieczki miała być Twierdza Boyen, ale jak to często bywa – życie zweryfikowało nasze zamierzenia.

Z Augustowa do Giżycka jedzie się około 1,5 godziny samochodem. Droga bardzo przyjemna, równa, bez dziur, malowniczo ciągnąca się przez wioski o ciekawie brzmiących nazwach: Długie, Wysokie, Hejbuty czy Malinki.

Zaraz po wyjeździe z Augustowa dzieciaki zauważyły coś, co bardzo przypominało Wrzeszczącą Chatę z Harrego Pottera, a w rzeczywistości pewnie tylko było zwykłą, walącą się stodołą. Choć, kto wie…😉

Dalej droga prowadziła wśród wielu, wielu bocianich gniazd. Było ich tak wiele, że już nawet w pewnym momencie przestały być atrakcją, a ja się zaczęłam zastanawiać, dlaczego Polska w godle ma orła bielika, a nie bociana białego. Widzieliśmy bociany w gnieździe, na latarniach, klekocące, spacerujące, lecące… Jedyne czego nie widzieliśmy chyba to młodych podejmujących swoje pierwsze próby latania.

Samochód zostawiliśmy w centrum Giżycka, żeby trochę się przespacerować i to był strzał w „10”! Bo okazało się, że nasze projektowe dzieciaki za największą atrakcję Giżycka uznały obrotowy most na Kanale Łuczańskim (Giżyckim), łączącym jeziora Niegocin i Kisajno. Most został wybudowany w 1889 r. (potem kilkakrotnie był przebudowywany, by wreszcie w 1993 r. zostać przywróconym do stanu pierwotnego).

DSC_0009 DSC_0013 DSC_0020 DSC_0023 DSC_0011 DSC_0019

Specjalnie zaczekaliśmy na moment zamknięcia mostu dla ruchu kołowego i jego obrotu. Okazało się także, że most obracany jest ręcznie, przez jedną osobę. Na stronie o Mazurach przeczytałam, że:

„Aby otworzyć most operator najpierw zdejmuje blokady, unosi 100-tonowe przęsło do góry przy pomocy specjalnych przełożeń kołem-korbą w wartowni; następnie wkłada korbę w specjalne gniazdo i obraca całą konstrukcję idąc wokół otworu i pchając drążek (handszpak). Korba obraca kołem zębatym zamontowanym w przęśle, które przesuwa się po szynie zębatej w kształcie łuku. Cały most zawieszony jest na dwóch kołach, które spoczywają na szynie w kształcie okręgu oraz wspomnianej szynie zębatej.”

Dzieciaki patrzyły na obracanie mostu, jak zauroczone. Potem jeszcze zażyczyły sobie pooglądać przepływanie statków Żeglugi Mazurskiej i żaglówek ze złożonymi masztami.

Dalej udaliśmy się do Twierdzy Boyen. Twierdza ta budowana była w XIX w. i jest doskonałym przykładem pruskiej szkoły fortyfikacyjnej. Zbudowana na obszarze ok. 100 ha, stanowiła bardzo ważny obiekt strategiczny na obszarze Prus Wschodnich. W czasie obu wojen światowych ataki na Twierdzę zakończyły się niepowodzeniem atakujących. Po 1945 r. w Twierdzy stacjonowało Wojsko Polskie aż do 1957 r., kiedy to Twierdza została przekazana władzom cywilnym. Potem mieściły się w niej różne zakłady przemysłu spożywczego, stąd myślę jej niezbyt dobry obecny stan.

W Twierdzy Boyen

Bo muszę przyznać, że srodze się na niej zawiodłam. Twierdza popada w ruinę i do żadnych z zabudowań nie wolno wchodzić do środka. Ja osobiście mam porównanie do podobnej twierdzy w Helsinkach – Suomenliny, której budowa została rozpoczęta jeszcze wcześniej, bo w XVIII w., jest jednak dużo bardziej zadbana i zabezpieczona, a jej pięknie przystrzyżone trawniki (w porównaniu do chaszczy Twierdzy Boyen), stanowią miejsce rodzinnych pikników.

Suomenlinna w 2008 r.

Dzieciaki wyszły z Twierdzy Boyen rozczarowane. A jedyną rzeczą, którą zaliczam do pozytywów, to nabycie trzech amuletów, które znajdą się przyszłorocznej szkatułce skarbów Projektu Londyn 2014.

Z Twierdzy Boyen dzieci jednak wyszły z jedną rzeczą – a mianowicie z wielkim głodem😉. Zrobiliśmy mały rekonesans i w końcu wybraliśmy chyba najgorsze z możliwych miejsc. To znaczy – jedzenie, jak już je dostaliśmy, było bardzo dobre, ale musieliśmy na nie bardzo długo czekać.

Po obiadku, wybraliśmy się jeszcze na spacer do portu żaglówek i motorówek. Nasze nieżeglujące dzieci były oczarowane. Oglądały uważnie każdą maszynę, tak dokładnie, na ile to tylko było możliwe z kei. A na pokład jednej z żaglówek zostały nawet zaproszone. Niestety, mama-gapa (!) nie zapamiętała nazwy łódki, którą dzieci oglądały dzięki uprzejmości jej kapitana. A kapitan chciał nasze dzieciaki nawet zabrać w rejs, choć one na to już się nie zgodziły😉.

Podsumowując, wycieczka do Giżycka udana – choć głównym punktem wyprawy było zupełnie coś innego, niż zaplanowaliśmy. Jednak to nas nie zraziło, żeby wybrać się do innego zabytku militarnego, ale o tym… już następnym razem.